ALL RIGHTS RESERVED

czwartek, 11 sierpnia 2011

Kolory...

Zrobiłam sobie wakacje... a co? :) Nie miałam jakoś weny do biżu, tym bardziej do pisania postów.
Staram się spędzić z dzieckiem jak najlepiej te ostatnie wolne dni... chociaż pogoda nas nie rozpieszcza w tym roku. W zasadzie to czuć już jesień w powietrzu.... 
Ale mam dla Was kilka letnich, kolorowych inspiracji. Niech to będzie przedsmak tego, co za kilka dni u mnie na blogu...
 Tak przy okazji malowanie palcami to niezła frajda i dla dziecka i dla Craft- Mamy :)




poniedziałek, 27 czerwca 2011

Pierwsze skończone czółenkowe dzieło/First shuttle tatting work finished

Ogólnie u mnie ostatnio wiele się dzieje. Przyjechał mąż na urlop, chodzę na rozmowy kwalifikacyjne, spotykam się ze znajomymi i szleję z dzieckiem... Na biżuterię na razie nie ma czasu. Wieczorami sobie troszkę plączę czółenkiem.... Wpadłam żeby pokazać swoje pierwsze skończone dzieło... bransoletkę. Pomyliłam się kilka razy ale ogólnie jestem zadowolona z efektu i noszę ją bardzo chętnie :)



niedziela, 12 czerwca 2011

lato :) / Summer

Dawno mnie nie było... to dlatego, że ostatnio uczę się na czółenku i nie mam za wiele do pokazania. Zacznę od czółenkowych postępów...
Faktycznie robótki są sztywniejsze niż igłowe ale za to ciężko się pruje w razie pomyłki:( A mylę się często... w zasadzie nie udało mi się jeszcze niczego skończyć :)
W przerwie... kiedy mieliśmy z czółenkiem kryzys... powróciłam na chwilkę do igły i zrobiłam słodkie, letnie, frywolne kolczyki....
A któregoś wieczoru, jak nie mogłam spać, posplatałam sztuczne perły z recyklingu w taką oto bransoletkę :)

I tak się kolorowo i letnio zrobiło u mnie... :)
Pozdrawiam i miło mi, że zaglądacie i obserwujecie :*

A i w międzyczasie zrobiłam sobie makijaż permanentny brwi... Trochę bolało ale do przeżycia za to jestem bardzo zadowolona z efektu. Nim jednak ten efekt się ukazał chodziłam z karykaturalnymi czarnymi krechami, na dodatek strasznie swędziało jak się goiło... ale czego to się nie robi :p

piątek, 27 maja 2011

Już w domku...

Jak tylko przestąpiłam próg swojego domu zrobiło mi się tak ciepło na sercu... Kocham swój dom :)

Teraz muszę się zorganizować na nowo w Polsce, szukam pracy. Codziennie wysyłam po kilka aplikacji, nie ma u mnie za dużo ofert. Paczka z moimi rzeczami i narzędziami z Irlandii jeszcze nie dotarła więc za biżuterię nie mam się jak wziąć... Ale zakupiłam czółenko i walczę.... Trudna jest ta frywolitka czółenkowa, jednak wszystko wychodzi takie sztywniejsze i mniejsze niż igłą. Chcę się tego nauczyć, zaparłam się i musi się udać :)

czwartek, 19 maja 2011

Do domu...

No cóż... firanka "się robi"... bardzo powoli mi to idzie, zresztą teraz inne sprawy zaprzątają mi głowę...

Już spakowana, prawie gotowa do drogi... Nazbierały mi się trzy całkiem niemałe kartony dorobku, które muszę wysłać do Polski... Ciekawe ile za to zabulę? Będę trochę tęsknić za Irlandią, jednak nie jest powiedziane, że już tu nie wrócę.

W poniedziałek będę już popijać kawkę z siostrą w swoim polskim mieszkanku :) Zapowiadają po 30 stopni więc w końcu nacieszę się wiosną (w zasadzie to nawet latem!) bo tu jakoś tak buro. Było 2 tygodnie ładnej pogody  w kwietniu i już koniec. zdaje się, że  nawet jesienią nie było tak deszczowo i wietrznie. Na sam wyjazd jeszcze dorobiłam się chorego gardła :(  Ale najważniejsze, że jadę do domu....
Pozdrawiam... następny post będzie już z Polski:)

środa, 27 kwietnia 2011

Początek czegoś większego/ The beginning of something bigger

Jestem w trakcie wielkiego pakowania bo w maju wracam do Polski... Nazbierało się tych klamotów, które muszę wysłać kurierem do domu. Popakowałam więc wszelkie szczypce, koraliki, bibeloty i pierdoty do pudeł. Zostawiłam tylko nici i postanowiłam nie zajmować się niczym innym tylko tym:
To będzie firanka do mojej kuchni :) Myślę, że będzie się cudnie prezentować w oknie i nikt inny na moim osiedlu, ba w moim mieście a nawet powiecie, takiej nie będzie miał ;-) Nie wiem tylko czy starczy mi cierpliwości.... Będę informować o postępach.

poniedziałek, 11 kwietnia 2011

Letnie kolczyki i Irlandia Północna/ Summerly earrings & Northern Ireland

 Ostatnio nie robię za dużo. Mam jakoś ogólnie dość biżuterii i w ramach odpoczynku próbuję nowe techniki albo szydełkuję jakieś nowe motywy, z których nic potem nie powstaje albo muszę spruć... Wymyśliłam sobie takie oto kolczyki żeby wykorzystać te łezki z recyklingu. Te kremowe nawet lubię nosić bo są takie letnie :)
 U nas już piękna wiosna dlatego staramy się wykorzystywać każdy weekend na zwiedzanie Irlandii. Głownie są to miejsca rodzinne, ze względu na dziecko. Szczerze mówiąc nie przepadam za takimi miejscami ale czego się nie robi dla swojej pociechy. Wczoraj byliśmy jednak w Irlandii Północnej. Cztery godziny jazdy samochodem w jedną stronę ale warto było... Mój aparat nie nadaje się  do fotografowania krajobrazów (albo ja nie potrafię go dobrze ustawić), nie był w stanie oddać całkowicie piękna tych miejsc... Noszę się z zamiarem kupienia jakiegoś lepszego sprzętu.... Tymczasem podziwiajcie :)


LinkWithin

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...